
|
Człowiek i jego pasja
Więcej świata
Aga żartuje, że pomysł na ich pracę zrodził się z lenistwa (już na studiach ciarki przechodziły ją na myśl o wstawaniu na 7 rano do pracy i siedzeniu za biurkiem w wyprasowanym garniturku...). Z Borysem poznali się na studiach w Instytucie Krajów Rozwijających się na Wydziale Geografii. Na początku marzyli tylko o dalekich podróżach, poznawaniu obcych kultur i krajów, potem marzenia szybko zamieniły się w plany, urlopy dziekańskie, zaliczenie sesji w absurdalnych terminach - wszystko po to, żeby tylko wyjechać. Dziś połączyli swoją pasję z pomysłem na życie. Organizują warsztaty tematyczne i prowadzą sklep internetowy z oryginalnymi produktami pochodzącymi z różnych zakątków świata.
W podróży po Trzecim Świecie
Pierwsze kroki na obcych kontynentach zaczęli stawiać już na studiach. - Zdarzało się, że częściej bywaliśmy w podróży niż na wykładach. Później w pół roku musieliśmy nadrabiać po dwa semestry naraz. Ale warto było. Podczas wypraw rozmawialiśmy z ludźmi, poznawaliśmy ich kulturę, zwyczaje, problemy, staraliśmy się zrozumieć sytuację społeczną i polityczną panującą w ich krajach. Jednocześnie obserwowaliśmy, kosztowaliśmy, wąchaliśmy i podsłuchiwaliśmy - jednym słowem: chłonęliśmy - opowiada Aga. Teraz postanowili nieco zwolnić, może dlatego, że w drodze jest dziecko. (Tosia, jak myśleli, ma przyjść na świat we wrześniu, ale jak się niedawno okazało tylko termin pozostaje bez zmian, bo imię muszą wybrać dla chłopca). Swoją pasję i miłość do fascynujących i egzotycznych krajów Trzeciego Świata połączyli z pracą i pomysłem na działalność "Szczypty Świata", którą prowadzą. Propagują poznane kultury w Polsce, a przejawami tego przedsięwzięcia jest strona internetowa, z której można dowiedzieć się więcej o Afryce, Ameryce Łacińskiej i Azji, sklep, w którym sprzedawane są rękodzieła przywiezione z dalekich krajów oraz prowadzenie warsztatów i imprez, które klimatem nawiązują do charakteru ich pasji.
Szczypta pasji
Pomysł, aby stworzyć "Szczyptę Świata" zrodził się z pasji i fascynacji. - Nie jesteśmy hurtownią, supermarketem czy korporacją. Wiedzieliśmy, że chcemy coś zrobić, ale nie wiedzieliśmy co. Wiedzieliśmy, że naszym swego rodzaju obowiązkiem jest wykorzystać jakoś to wszystko, co widzimy podczas naszego "wałęsania się" po świecie, ale nie wiedzieliśmy jak. Mnogość wrażeń, widoków, smaków i zapachów rozpierała nas i chcieliśmy się nimi podzielić. Wiedzieliśmy, że aby nie zmarnować tych kilku lat studiów, żeby nie spędzić reszty życia za biurkiem i w garniturze, trzeba zrobić coś. Pomysłów było miliard, niektóre zbyt szalone, głupie i nieodpowiedzialne, aby je tu przytaczać, inne troszkę poważniejsze. Aż wreszcie wymyśliliśmy, że tak na chwilę, zupełnie ot sobie, z nudów i bez wizji na przyszłość przywieziemy do Polski kilka cudów - dzieł rąk ludzkich. Przywieziemy, pokażemy, a może wystawę zrobimy? A może jakąś galerię? Wystawy ani galerii żadnej nie zrobiliśmy, bo rodzinka i znajomi rzucili się na te nasze cuda i nic nie zostało :-) Za drugim razem zapobiegawczo wzięliśmy już ze sobą wielką walizkę i zupełnie nielegalnie, łamiąc wszelkie prawa eksportowo-importowe, bez cła i podatków, okradając tym samym państwo polskie, rząd i polskiego podatnika (podatniku: wybacz!) przywieźliśmy do Polski już całkiem sporo rzeczy - oczywiście, tak jak poprzednio, ledwie je mogliśmy upilnować. Wiedzieliśmy jednak jedno: nasze studenckie kieszonkowe wydane tam, za oceanem, zapewniło mniej więcej miesięczne wyżywienie dla kilku indiańskich rodzin. A może spowodowało dodatkowo, że twórcy poczuli się docenieni? A może odwiodło ich od myśli, że aby się utrzymać i wyżywić dzieci, trzeba przenieść się do brzydkiego, brudnego miasta i zamiast wyplatać rękodzieło, będzie trzeba sprzątać metyskie biurowce, piękne kolorowe stroje zamienić będzie trzeba na dżinsy, a ojczysty język keczua na hiszpański? Tego nie wiemy. Mamy tylko taką nadzieję... I wtedy urodziła się. Na imię daliśmy jej "Szczypta Świata" - wspominają Aga i Borys.
Marakasy na imprezie
Zaczęło się od robienia scenografii pod koncerty i przedstawienia Afrykańczyków mieszkających w Polsce. Potem było przygotowywanie oryginalnych upominków i prezentów na imprezy firmowe. Później przyszedł pomysł na prowadzenie warsztatów. Prezentują i uczą np. jak zrobić etniczną biżuterię, maski, instrumenty np. z kopyt lamy czy z nasion roślin. Podczas ich eventów uczestnicy mają pełne ręce roboty. Nawlekają kolorowe paciorki przywiezione wprost z Kolumbii, mają okazję pograć na marakasach (wykonanych przez Indian Keczua ręcznie zrobionych instrumentów z kopytek lamy) czy stworzyć unikatową biżuterię z nasion, pestek, traw, muszli, piór czy nawet łusek ryby.Grupa szybko wciąga się w klimat i sama "dokładaja szczyptę świata" do wspólnego spotkania. Kolorowe kolumbijskie poncha, misternie tkane gobeliny do tego unoszący się zapach kadzidełek i dźwięk wydobywający się z guiro rana (egzotycznego instrumentu muzycznego, którego brzmienie jest nie do odtworzenia na jakimkolwiek innym instrumencie, dźwięk wydobywa się z brzucha drewnianej żaby w momencie przeciągnięcia nią po wyrzeźbionych na grzbiecie płaza rowkach, dźwięk do złudzenia przypominający żabi rechot), może okazać się niezwykle ciekawym sposobem na imprezę w etnicznym stylu. Jest także okazją do poznania kultury krajów Ameryki Łacińskiej, zwyczajów jej mieszkańców i sposobu ich życia. Odważni mają możliwość spróbować nawet tamtejszych specjałów. Rarytasem są zatem pieczone hormigas culonas - z hiszp. "wielkodupne mrówki", które pochodzą z Kolumbii, a zbiera się je raz w roku na przełomie marca i kwietnia, kiedy to przez tydzień wychodzą z mrowisk i natychmiast zbierane są przez tubylców, a następnie pieczone. Mają ok. 2 cm wielkości i podobno smakują jak nasze chipsy. Łapacze snów, zaklinacze deszczu, bożki płodności... Etniczne rekwizyty i związane z nimi opowieści to kolejna pasja państwa Bińkowskich. Choć na co dzień podobno nie używają gigantycznego zaklinacza deszczu stojącego przy wejściowych drzwiach, to w ich mieszkaniu wisi indiański "łapacz snów" przywieziony z Ekwadoru. - Jest to talizman z piór, którego historia wiąże się z legendą o pewnym mądrym pająku... Dawno temu pewien mądry pająk utkał niezwykłą sieć. Przez jej oka przelatuje całe zło i uciekają koszmary, a na delikatnych niciach zatrzymują się promienne i wartościowe chwile życia. Indianie Sioux używają łapaczy snów jako sieci, która pomaga im w życiu. Wieszają je nad swoimi posłaniami, żeby chronić swoje sny i wizje. To, co dobre w ich snach jest chwytane przez pajęczynę życia i zwracane im, złe - ucieka przez dziurki w sieci i już nie jest nigdy więcej częścią ich samych. Indianie wierzą, że łapacz snów utrzymuje przy nich szczęście. Magia łapacza snów działa podobno w każdym domu - twierdzi Aga. Choć sama zawsze z fascynacją przysłuchuje się ludowym opowieściom, mówi, że traktuje je z przymrużeniem oka. Tylko nie wiedzieć czemu, w ich sypialni jeszcze 6 miesięcy temu siedziały sobie dwa hebanowe bożki płodności z Mozambiku, a dziś ich miejsce zajęły śpioszki i pieluszki szykowane na wrzesień :-) Aga i Borys Bińkowscy są absolwentami Instytutu Krajów Rozwijających na Uniwersytecie Warszawskim. Aga ukończyła także Stosunki Międzynarodowe w Szkole Głównej Handlowej, a Borys studiował w Centrum Studiów Latynoamerykańskich w Warszawie. Od września Borys zaczyna studia doktoranckie już w stolicy Dolnego Śląska - gdzie przenieśli się szukając swojego miejsca palcem po mapie Polski. Znaleźli je właśnie wśród czereśniowych sadów pod Wrocławiem. Mają po 27 lat. "Szczypta Świata" prężnie działa od dwóch lat. Produkty, które oferują pochodzą w większości bezpośrednio od osób, które je wykonały. Od Indian, od lokalnych rzemieślników i od ulicznych artystów... www.SzczyptaSwiata.pl www.WiecejSwiata.pl |
|