ANALIZA

Wymierzyć szefa


Z sondażu przeprowadzonego przez "Monthly Concept" wynika, że 83 proc. odbiorców newslettera uważa że szef (menadżer zespołu, prezes) powinien uczestniczyć w wyjazdach integracyjnych, 17 proc. jest zdania, że uczestnictwo szefa w tego typu przedsięwzięciach jest niewskazane.

Od czego zależy decyzja - "jechać czy nie jechać", "bawić się wspólnie z grupą czy raczej dać jej swobodę"? Podczas jakiego rodzaju eventów obecność szefa jest wskazana a podczas jakiego nieporządna? Z sondażu wynika, że szef traktowany jest jako część zespołu - w takim wypadku powinien więc być jego częścią, zarówno podczas występów karaoke, jak i podczas pokonywania przeszkód w lesie i przeszukiwania okolicznych bagien. - Szkolenia, scenariusze integracji są przecież szyte na miarę - podkreśla jeden z organizatorów. - Nie ma więc powodów, aby nie "wymierzyć" także możliwości szefa i mieć je na uwadze konstruując scenariusz - wyjaśnia. Zdaniem psychologa wszystko zależy od kultury organizacyjnej firmy, bo to ona warunkuje udział menadżera w takich przedsięwzięciach.

Na celowniku przez 24 godziny


Na udział szefa w integracji można więc spojrzeć z kilku stron. Należy rozważyć co najmniej cztery "zmienne" - jego samego, pracowników (podwładnych), kategorię i cel wydarzenia, wreszcie kulturę organizacyjną firmy.
Jeżeli jest to wyjazd typowo nagrodowy nie ma problemu, aby menadżer wspólnie z pracownikami zwiedzał ciekawy zakątek kraju czy świata, testował wraz nimi możliwości miejscowej kuchni, wspólnie żartował. To w zasadzie niczym nie grozi. Podczas wyjazdów nagrodowych wszyscy traktowani są na równi, nie zdobywają punktów, nie gruntują swojej pozycji w zespole - uczestniczą w podziękowaniu firmy za dobra pracę. Należy jednak pamiętać, że mimo wszystko pracownicy mogą czuć się przez szefa nieustannie oceniani i nie będą potrafili, mówiąc kolokwialnie, do końca się wyluzować. Czy taka nagroda jest wówczas nagrodą? Jeżeli założymy ten najbardziej skrajny wariant czyli "pracownik ciągle na celowniku", to zapewne nie będzie to nagroda w 100 procentach. Zależy to więc od indywidualnego podejścia szefa i jego przygotowania do właśnie takiej roli.

Uwaga plama czyli szef po ludzku


Podczas team buildingu w zasadzie szef jest ciągle w pracy. Czy chce, czy nie, musi obserwować, jak radzą sobie jego podwładni podczas wykonywania poszczególnych zadań. Takiego rodzaju zabawa jest sprawdzianem w jaki sposób funkcjonują elementy zespołu, za który on odpowiada. Może to być więc dla niego podwójnie trudne zadanie. Nie zapominajmy, że sam też aktywnie uczestniczy w rywalizacji. Musi czuwać więc, aby nie "splamić swojego honoru", bo bardziej niż pracownik, to on może znaleźć się na celowniku. Jeżeli powinie mu się noga albo w jednej z konkurencji nie pójdzie mu szczególnie dobrze istnieje ryzyko, że zostanie odebrany właśnie jako ten, który "dał plamę" a nie jako osoba, której też czasem po prostu coś nie wychodzi. Może się rodzić pytanie, kto w takim przypadku będzie podwójnie zestresowany: podwładni, którzy i tak na co dzień przyzwyczajeni są do tego, że podlegają ocenie czy menadżer, który na co dzień głównie ocenia. - Gdy impreza ma sprecyzowany konkretny cel np. wyłonienie lidera, wskazanie osoby, która ma świetny kontakt z grupą, która umie współpracować z ludźmi i wtedy, gdy pracownicy poddawani są dzięki tej imprezie jakimkolwiek ocenom, to szefa nie powinno być. Udział szefa mógłby zafałszować wyniki "testu" gdyż grupa zupełnie inaczej się czuje i zachowuje pod taką "kontrolą". Firma organizująca takie "badanie" powinna być odpowiednio przygotowana i w umiejętny sposób wyperswadować szefowi pomysł wspólnego udziału - mówi organizator specjalizujący się m.in. w team buildingu. Z drugiej strony jeżeli szef jest częścią zespołu, to nie powinno go zabraknąć na imprezie jego zespołu. - W zespole bardzo istotna jest komunikacja, a brak szefa oznaczałaby brak komunikacji albo nieprawidłowe komunikowanie. Wszystko zależy także od kultury organizacji firmy (gdy są jakieś odgórne ustalenia, na których imprezach szef może bywać, a na których nie) ale organizator imprezy na to nie ma już wpływu. Zasadność udziału szefa jest choćby taka, że na imprezie pracownik ma szansę poznać szefa od tej strony "ludzkiej", nie zawodowej - mówi jeden z organizatorów.

Balsam z menadżera


W konkurencjach sprawnościowych szef powinien być po prostu sobą. Nie musi być najlepszy za wszelką cenę, czasem nawet nie powinien, ponieważ zwiększałby w ten sposób dystans, co z oczywistych względów nie umocni więzi i nie zbuduje zaufania a wręcz odwrotnie. Ważne jest również, aby w przypadku wyboru konkurencji wziąć pod uwagę możliwości szefa, tak aby nie wypadł on po prostu śmiesznie.
Wszystko zależy także od pozycji jaką szef zajmuje, i stosunków jakie w zespole panują. Najważniejsze, aby był wiarygodny - czyli nie zmieniał się o 180 stopni - jeżeli na co dzień jest raczej zdystansowany nie musi silić się na bycie królem dowcipu.
Kluczową sprawą jest więc fakt, w jaki sposób szef jest na co dzień postrzegany przez pracowników. Jeżeli cieszy się szacunkiem nie musi się obawiać tego, że nawet nieco gorsze miejsce podczas rywalizacji zburzy jego pozycję. Ważne jest także, aby podczas wyjazdu nie rozliczać podwładnych, nie analizować sukcesów a tym bardziej porażek.
Jeżeli szef nie narzuca się zbytnio, nie skupia za wszelką cenę uwagi na sobie, ma świadomość swoich mocnych i słabych punktów to powinien uczestniczyć w wyjazdach. - Szef na wyjeździe wbrew opiniom działa na grupę kojąco i motywująco, rozładowuje napięcie. Może doskonale poprowadzić grupę, dzięki czemu zyska jeszcze większy szacunek i potwierdzi swoją pozycję. W 94 proc. integracja z szefem się sprawdza. Więc warto. Jeżeli szef czuje opór, a jak wiadomo wszystko zależy od niego, wtedy warto zadbać o to, aby program był tak ułożony by dostosować go nieco do możliwości szefa. Integracja z szefem zawsze działa na wszelkie sposoby - podkreśla jeden z organizatorów.


Robert Porzak
trener, doktor psychologii

W zależności od kultury organizacyjnej

Uczestnictwo menadżera w team buildingu czy wyjeździe nagrodowym, motywacyjnym jest zazwyczaj bardzo wskazane, jednak rodzaj uczestnictwa powinien być uzależniony od kultury organizacyjnej firmy. Im bardziej nieformalne i osobowe stosunki w firmie, tym bardziej naturalne jest, że szef także bawi się i szkoli wraz z zespołem. Natomiast formalna, hierarchiczna struktura organizacyjna firmy, w której motywacją do pracy są przede wszystkim czynniki administracyjno-płacowe powoduje, że uczestnictwo szefa w integracji będzie raczej powierzchowne lub sztuczne. Nagle zstępujący z piedestału, zwykle mało dostępny szef, wspinający się po linie wraz ze swoimi podwładnymi, może przynieść sobie i zespołowi więcej kłopotu niż pożytku. Skutki nieudanej próby integracji "na siłę" mogą też być balastem w pracy, szczególnie, jeżeli "zabawa" obejmowała np. gry typu paint-ball. Gdy struktura firmy jest sztywna i taką ma pozostać, to hierarchia ta powinna być zachowana również podczas tego rodzaju spotkań, a to w zasadzie już na wstępie kładzie na łopatki osiągnięcie zakładanego celu, czyli integrację. W takich sytuacjach możliwy jest natomiast "pośredni" udział menedżera w szkoleniu typu outdoor. Nie uczestniczy w konkurencjach, a jedynie pomaga organizacyjnie lub koncepcyjnie swoim pracownikom. Przy okazji następuje poznawanie się w innych, niż zawodowe sytuacjach. Należy zaznaczyć, że konieczne jest wcześniejsze poinformowanie grupy o planowanej, nie w pełni partnerskiej roli szefa.

Jeżeli menadżer bierze udział w zajęciach integracyjnych, powinien zachowywać się jak najbardziej naturalnie. Przy tej okazji warto na wszelki wypadek przypomnieć - zawsze należy dbać o rozsądek podczas tzw. zakrapianej części integracji. Niestety alkohol wciąż bywa w centrum wieczornych wydarzeń a na pewno nie ma właściwości budujących prawdziwą integrację.

Stosowny udział menadżera w dobrym outdoorze i integracji może przynieść firmie ogromną korzyść - pracownicy przekonają się, że współpraca z szefem-człowiekiem ma głębszy, nie tylko materialny sens a szef pozna potencjały zespołu, o jakich na co dzień być może nigdy nie miałby okazji się dowiedzieć.

 

Wojciech Warecki
psycholog z firmy Warecki i Warecki

Szef zwykle krępuje

Oczywiście udział menadżera w zabawie czy szkoleniu zespołu zależy od relacji jakie obowiązują w firmie. Impreza szkoleniowa nie funkcjonuje w oderwaniu od firmy, przeciwnie także podczas takich spotkań kontynuowana jest jej kultura organizacyjna. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że obecność szefa jest zwykle krepująca dla jego podwładnych. Bywa tak, że szefowie zdają sobie z tego sprawę i decyduję się dotrzeć tylko na koniec szkolenia ale mało kto chciałby wejść w skórę pracowników, którym przypadło w udziale odegranie właśnie ostatniej scenki. Należy pamiętać o jeszcze jednym - poza wątkiem szkoleniowo-biznesowym pojawia się wątek alkoholowy i powiedziałbym, że często tu jest pies pogrzebany. Na pewno szef nie powinien nadużywać alkoholu, nawet gdy, niezależnie od okazji, jest dla swoich pracowników autorytetem, jest to raczej grząski teren. Warto również zaznaczyć, że nie powinien zbytnio fraternizować się z pracownikami - "skolesiowanie" nie jest celem takiego spotkania.
« powrót | poleć znajomemu | drukuj