Człowiek i jego pasja
Awangardowe podejście do materiału
O modzie na modę, satysfakcji i wybiegach na eventach w rozmowie z Konradem Parolem, projektantem mody, który żyje pasją projektowania ubrań, tych nietuzinkowych.

Czy projektowanie mody w Polsce to hobby czy sposób na życie?
Zdecydowanie hobby i pasja. Oczywiście mówię o tym z mojej perspektywy, bo istnieje w Polsce garstka ludzi, którzy mogą żyć z projektowania i jest to jest ich główne, albo i jedyne zajęcie. Byłem na rocznym stażu w Atelier Macieja Zienia, który reprezentuje tę część środowiska. Dla mnie projektowanie niezależne to ogromna pasja i hobby, coś co robię głównie dla przyjemności i satysfakcji, choć to także ciężka praca. Młodzi projektanci tacy jak ja, którzy nie mają sponsora, zanim zapracują na swoje nazwisko muszą zarabiać inaczej a tworzą trochę na boku. Zarabiają natomiast robiąc różne rzeczy, często fotografują, moja koleżanka „po fachu” zarabia głównie pieczeniem ciast, ja projektuję ubrania w komercyjnej firmie.
Oczywiście dążę do tego, żeby w pewnym momencie moje projektowanie stało się sposobem na życie… ale raczej nie wiąże tego z Polską, chciałby skończyć studia w Londynie, może więc tam osiądę.

Czyli na razie to sztuka dla satysfakcji?
Tak, ale satysfakcja jest kosmiczna! Nawet nie da się tego opisać! Mimo że inwestuje w to dużo czasu i duże pieniądze i nie wiem kiedy to się zwróci. W listopadzie miałem swój pierwszy indywidualny pokaz (dotychczas brałem udział w pokazach zbiorowych) i jest to coś fenomenalnego. Tworzyłem tę kolekcję nie po to, by ja sprzedać (choć zawsze pojawia się taka myśl), ale dla czystej przyjemności tworzenia a później zaprezentowania tego pokazu, czyli wspomnianej już satysfakcji, no a później stało się z tą kolekcją to, co się stało…

Czyli…?
Czyli po pokazie moje projekty wisiały u mnie w szafie, trafiły na kilka sesji do kolorowych pism modowych i life stylowych aż wreszcie pojechały do Londynu i tam czekają na swoją premierę podczas eventu dla prasy i stylistów, ale na razie nie będę zdradzał szczegółów, żeby nie zapeszyć. Oczywiście podchodzę do tego z odpowiednim dystansem…

A projektowanie ubrań, butów, dodatków na takim poziomie to jeszcze rzemiosło czy już sztuka?
Oj, ja wciąż mam kompleks rzemieślnika a prawdziwi projektanci-artyści to wciąż moje niedoścignione wzory. Co prawda, mam dużo pomysłów i dość awangardowe podejście do materiału, ale wciąż brakuje mi jeszcze solidnego warsztatu, takiego, który satysfakcjonowałby mnie w pełni. Na razie i swoją działalność, i swoje projekty traktuję bardziej w kategoriach rzemiosła.

No to w takim razie kiedy zaczyna się sztuka w projektowaniu mody?
Kiedy to jest sztuka? Hm, kiedy nie liczy się na zysk (śmiech)…

No to chyba jedno drugiemu przeczy…?
No tak, tak wyszło. Z jednej strony, robiąc projekty komercyjne muszę zaspakajać ściśle określone oczekiwania, ma być proste, ma być nowoczesne, zamykać rzeczy w pewne ramy, szablony i powielać je. To ma się sprzedać. Kiedy robię projekty niezależne mogę pozwolić sobie na o wiele więcej, na oryginalność, na innowacyjność ale wciąż mam przed sobą wyzwania.

Może niech materiał rozstrzygnie?
Oj, ciężko tak to ująć. Czasem ktoś z papieru albo z taniego, łatwo dostępnego materiału potrafi stworzyć niesamowitą rzecz…

Jak na przykład Twoje pingpongowe piłeczki?
Sukienka z pingpongowych piłeczek to był pomysł, od którego zaczęło się moje projektowanie, ale jak na razie nie wyszła poza papier, może jeszcze kiedyś wrócę do tego projektu. Na razie pingpongowa suknia pozostaje w sferze idei…

Byłaby to dość oryginalna faktura…
Tyko że problem w tym, że papier przyjmie wszystko, a później jak już projekt się materializuje zaczynasz czuć rozczarowanie, że to czym tak bardzo się wczoraj zachwycałeś dziś już nie jest takie porywające a nawet sam czujesz do niego dość głęboką niechęć. Trochę się tego boję, że to jest pomysł, który tylko brzmi fajnie, a w realizacji mógłby wyjść kiczowato i gdzieś ta idea by się rozmyła.

Co jest w takim wyróżnikiem Twojego stylu?
Najlepiej by było, aby o tym powiedziały odbiorczynie moich projektów. A ja gdzie bym się chciał widzieć? Na pewno gdzieś w awangardzie. Kiedyś na papierze moje projekty były bardzo awangardowe i wyobraźnie rzeczywiście nie miała żadnych ograniczeń. Teraz powstające już ubrania może są nieco spokojniejsze. Staram się też wypośrodkować, bo zdarza się, że słyszę opinie, że z mojego jednego pomysłu inny projektant by zrobił trzy a ja wszystkie koncepcje ładuję w jeden projekt. Staram się więc nieco tonować moje zapędy, nie każdy projekt musi mieć fajerwerki. Podsumowując, nawet jeśli stonowane, to z nutą awangardy, chyba w innym przypadku nie byłbym w stanie podpisać się pod projektem. Minimalizm też mnie pociąga, ale to jeszcze nie ten moment, nie są mi znane jeszcze wszystkie tajniki krawieckie.

Tajniki krawieckie…? Wróćmy więc na chwilę do początku. Jak wygląda Twoja praca nad projektem, najpierw jest pomysł?
Tak, najpierw pojawia się koncept, pomysł formy, później powstaje krój konsultowany z krawcowymi, powstają rysunki, a później jest już szukanie tkaniny do tego. Niektórzy projektanci odwrotnie, zaczynają od tkaniny. Gdy jest już materiał pracuję z krawcową, manekinem szpilkami, zdarza się, że i w tym czasie projekt przechodzi znaczącą ewolucję..

Jak długo powstaje taki projekt?
Jeżeli wszystko jest zgrane, to od pomysłu do realizacji mija 3-4 dni. Chyba nie mógłbym czekać na efekt końcowy dłużej niż tydzień (śmiech).

A jak długo czasu minęło od pomysłu zostania projektantem do zrealizowania tego projektu na siebie?
Nie trwało to długo. Na początku było rysowanie, malowanie, pomysły oscylujące wokół ubioru i uniformu w końcu się to przełożyło na projektowanie na początku bardzo awangardowe i nieprzydatne raczej, aż w końcu na komercyjne i użytkowe. Może nie idę tak po kolei etapami, troszkę od innej strony realizuje ten „projekt”, czyli teraz doświadczenie, doświadczenie a jak już pójdę na te wymarzone studia to będę na tyle ukierunkowany i będę wiedział czego chcę, że na pewno będzie mi łatwiej. Można powiedzieć, ze jestem samoukiem, co prawda bo skończeniu liceum plastycznego, poszedłem do studium projektowania mody, ale nie był to zbyt szczęśliwy wybór i szkoła ta właściwie nic nie wniosła do mojego warsztatu. Przetarłem oczy na stażu u Macieja Zienia.

Masz za sobą już wiele pokazów, swoich i takich, podczas których byłeś widzem. Czy uważasz, że źle przygotowana czy zrealizowana impreza może położyć pokaz, czy dobra kolekcja zawsze się obroni?
Wbrew pozorom wiele zależy od czynników zewnętrznych, realizacji. Pokaz może odbywać się w różnych miejscach, w pięknych wnętrzach, w hangarze, na ulicy ale meritum sprawy są modelki, które muszą odpowiednio i świadomie zaprezentować ubranie, muszą mieć osobowość. Z pewnością to nie tylko wieszaki.

Jeżeli jesteśmy już przy organizowaniu i przy evencie, uważasz, że pokaz mody jako element scenariusza eventu to fajna sprawa? Zdecydował byś się na taki pokaz?
To jest również szansa dla młodych projektantów, żeby wyjść ze swoimi pracami do ludzi, dać sobie trochę rozgłosu. Dobry event może być nawet nobilitacją.

A kostiumy do przedstawień artystycznych?
Na pewno wyzwaniem byłaby dla mnie opera i kostiumy do dzieł Mozarta czy Verdiego, czyli stroje z danej epoki ale materiały i na przykład konstrukcje współczesne. Pełny eklektyzm, to lubię najbardziej.

Na koniec: dlaczego ludzie tak bardzo fascynują się modą, tym przemysłem?
Niestety jednym z powodów jest potrzeba ukrycia braku osobowości albo wyrazistości. Przestylizowanie ma zamaskować różne wady człowieka, a jednocześnie ułatwić mu poruszanie się wśród ludzi. Ale jeżeli jest to tylko maska, to wystarczy chwila rozmowy żeby stwierdzić, że za nią nic się już nie kryje…

KONRAD PAROL ma 25 lat. Projektuje buty i ubrania. Jego projekty można oglądać na wybiegach, w prasie, pracuje także przy teledyskach polskich gwiazd. Szczególnie dba o charakter ubrania i gatunki tkanin z jakich zostało uszyte. Jak sam podkreśla, nie znosi nijakości.



















« powrót | poleć znajomemu | skomentuj | drukuj